Karma is a bitch, czyli kino letnie, a chwilami bardzo gorące

W piątek nadszedł – upragniony, wyczekiwany: urlop. Korzystając z uroczego il bel far niente, wybrałam się do kina. Mimo wielkiej miłości do filmów i chodzenia do kina per se, ostatnio jakoś rzadziej udaje mi się zaliczać seanse. Siłą spontanicznego rozpędu postanowiłam iść na dwa jednego dnia.

Wybrałam kino stricte rozrywkowe – nie dla mnie filozoficzne rozważania o naturze ludzkiej, sile umysłu itp., chciałam wybuchów, tempa i zabawy. Read the rest of this entry »