We used to be friends i epic LoVe story

by oscetc

Jest wiele rzeczy, które lubię. Lubię kawę – w ilościach dowolnych i niemal każdą, szczególnie taką z syropem bananowym. Tak, wiem, że jestem dziwna. Lubię koty, ale to nic dziwnego, bo nawet Śmierć wie, że koty są miłe. Lubię pizzę, lubię sushi, lubię rzepę i brukiew plus całą masę rzeczy do jedzenia. Sporo jest też rzeczy, których nie lubię – tu można wpisać choćby groszek czy bakalie. Lubię czytać książki i czytam całkiem sporo. Lubię oglądać filmy i seriale – oglądam ich sporo.

Nigdy specjalnie nie czułam się zwierzątkiem fandomowym, które do czegoś przynależało. Fantastyka – czytam, oglądam, bywam na konwentach – rzadziej niż częściej, ale bywam. Jestem wielką fanką Sherlocka BBC i Doktora Who. Oglądam namiętnie, zdarza mi się nawet jakieś słuchowisko dopaść, a – jak powszechnie wiadomo – nie potrafię słuchać. Nie znaczy to jednak, że nie jestem krytyczna. Jestem i to bardzo. Uważam, że bycie fanem upoważnia mnie do krytyki. Jeżeli czegoś nie oglądasz, nie wypowiadaj się. Jeżeli oglądasz i coś ci nie pasuje, masz prawo o tym mówić. Nie podobał mi się zbytnio ostatni sezon Sherlocka i nie jest to z mojej strony narzekanie, tylko krytyka czegoś, co bardzo lubię i cenię. Ma kilka fenomenalnych momentów, ale ogólnie staram się go traktować jak prezent dla fanów. Bonusik zebrany przez twórców na różnych stronach, by sprawić nam, oglądającym, przyjemność.

Wracając do meritum – nie uskuteczniam fangirlingu. No mam jakieś tak gadżety, ale to głównie dlatego, że solniczka i pieprzniczka w kształcie Tardis są urocze, a Cumberbatch na kalendarzu to must have. Nie zbieram też autografów, uważam, że to zupełnie niepotrzebne. Mam zaledwie trzy – od aktorów, których większość nie zna, a ta część, która zna, nie fanuje za specjalnie. Dwaj to Ioan Gruffudd i David Strathairn. Do trzeciego jeszcze wrócę.

Jest jednak jedna produkcja, którą fanuję zdecydowanie i od samego początku. I z nią czuję się głęboko związana. Kawał czasu temu zaczęłam oglądać serial Veronica Mars. Jako że się namiętnie zaczytuję w dość durnej serii o Nancy Drew, nie mogłam sobie odpuścić Veroniki Mars. Punkt wyjścia dla tych, którzy dumają, czy warto. Młode dziewczę zostaje zamordowane. Dziewczę było najlepszą przyjaciółką Veroniki. Tatuś nie prowadził śledztwa zbyt udanie, więc go zdejmują ze stanowiska. Lista podejrzanych jest długa, trudno skreślić któregokolwiek z mieszkańców Neptune. Veronica, nieodrodna córka swego ojca, podejmuje wyzwanie. Sprawa jest o tyle skomplikowana, że brat zamordowanej dziewczyny to wielka miłość pani detektyw. Nie można jednak cały czas zajmować się jednym śledztwem. Jako że Veronica jest dziewczęciem sprytnym i dobrze zorganizowanym, no i ma prawdziwą smykałkę do rozwiązywania zagadek, wiele osób zwraca się do niej po pomoc. Rozwiązuje bardziej i mniej skomplikowane sprawy. Zmaga się także ze znalezieniem tego, kto ją zgwałcił na jednej z imprez.

Wiem, że wydaje się, iż to kolejny serial. Co go wyróżnia? Co sprawia, że tylu fanów nie mogło się pogodzić z tym, że były tylko trzy sezony? Miejsce akcji? Miasto Neptun – zamieszkałe w połowie przez dzieci gwiazd i w połowie przez przeciętnych zjadaczy chleba. Wyróżnia je chyba tylko ilość wykroczeń i zbrodni, jakie się w nim popełnia. Sporo dzieje się też w szkole Veroniki – Neptun High. Ale seriali dla młodzieży i o młodzieży było przecież tak wiele. Czas akcji – z grubsza współczesny. Nic specjalnego. A jednak!

Nie mogłam się oderwać od niego przez trzy sezony, chętnie wracam do niego dzisiaj. Wyjaśnienie może być tylko jedno – fangirling typowy. Tu zapada na moment kurtyna, żeby ukryć mój wstyd i zażenowanie. Ja, mały cynik, przyznaję, że fangirluję Veronicę Mars i to z całych sił. I mam absolutnie głęboko w kieszeni spodni co ktoś o tym myśli. Ujęło mnie kilka elementów – tu będą kolejne prima.

Pierwsze primo – przede wszystkim zagadki kryminalne. Jestem zwierzątkiem, które lubi kryminały – czytać i oglądać. Veronica Mars nie zawodzi – najmniej ciekawiły mnie zawsze wątki sezonu, spodziewałam się, że będzie epicki i zaskakujący – i że na pewno to Veronica będzie zamieszana w odkrycie, kto, kiedy i dlaczego. Dużo bardziej wciągały mnie pojedyncze historie – przyznaję, że nie wszystkie prezentują równy poziom, ale żadna nie była rozczarowująca czy słaba.

Drugie primo – scenariusz. Tak, wiem, że wiąże się bezpośrednio z zagadkami. Ważniejsze są jednak dla mnie dialogi. Dialogi przemyślane, soczyste, pełne ironii i czystego sarkazmu – jak mogłoby mi to nie odpowiadać? Musiałam pokochać serial i bohaterów. Świetnie przemyślane, wszystko się ładnie wiąże, w tym liczne wątki poboczne, które gdzieś tam wyłażą i okazują się istotne. Ciekawe, czy Thomas, jak Tolkien, rozpisywał sobie wszystko. Sądzę, że cały jego dom był zawalony małymi karteczkami – inaczej chyba by zginął pod natłokiem treści i pomysłów własnych.

Trzecie primo – bohaterowie. Tytułowa bohaterka potrafi być wredną suką. Oj bardzo potrafi. Cięty język, dużo poczucia humoru, a przy tym sporo delikatności. Veronica potrafi być bardzo subtelna i czuła. Bardzo fajnie przedstawiono jej relacje z ojcem. Dużo wzajemnego dogryzania, ale i dużo czułości i zrozumienia. I takie piękne linie dialogowe. Veronica zyskuje dwoje przyjaciół. Mac – specjalistkę od wszystkiego, co jest komputerem albo stara się nim być. Chcesz włamać się do tajnej bazy danych dowolnego wywiadu? Mac da radę w kilka minut. Nie ma dla niej w tej dziedzinie rzeczy niemożliwych. Wallace nie zaczął pobytu w szkole zbyt przyjemnie – też chyba byście nie chcieli, żeby wszyscy w nowej szkole zobaczyli, jak wisicie przyklejeni do słupa taśmą. Tak sądziłam. Wallace miał pecha, a że Veronica była jedyną osobą, która zdecydowała się go odciąć, musieli zostać przyjaciółmi. Sportowiec, z dużym poczucie humoru i wielką dozą cierpliwości dla nie zawsze do końca legalnych próśb przyjaciółki. Jest jeszcze bad boy szkoły – Weevel – motocykl, skóra, masa tatuaży i własny gang. To całkiem sporo. Mimo tego, że wiele go różni od tytułowej bohaterki, świetnie się dogadują. Jest też całkiem sporo bardziej i mniej udanych policjantów, w tym Leo – jest sporo chemii między nim a Veroniką. Leo jest uroczy i kocha pizzę. Jest wredny bogaty blondyn, o jakże trafnym imieniu Dick – okropnie wkurzająca postać, ale bardzo go lubię, chyba głównie za brak poszanowania czegokolwiek i kogokolwiek.

Czym byłby serial osadzony w liceum (przynajmniej na początku), gdyby nie było szkolnych miłości i dramatów. Zacznę od chyba najmniej przeze mnie lubianego Duncana. Brat zamordowanej przyjaciółki, tak gwoli przypomnienia. Wielka love Veroniki. Pierwsza miłość. Było kilka zejść i rozejść, a w końcu w dość ciekawy sposób usunięto go z drogi. Nie przepadam za Duncanem, bo jest taką totalną ciapą. Ma swoje mroczne strony, ale generalnie jest dość milusiński i dosyć rozlazły. Warto jednak zauważyć – pomysłowy. Jest taka piękna scena gry w pokera – Duncan i jego butelka Jasia Wędrowniczka – to było coś. Jest jeszcze Piz – uroczy, grzeczny, miły, ciut bez charakteru, ale z pasją (radiowiec), idealny kandydat na zięcia. Piza nie da się nie lubić. Naprawdę. Sto procent uroku w uroku i daje gwarancję udanej przyszłości (albo jakiejkolwiek przyszłości). Biedny Piz nie ma jednak szans z Loganem. Logan to największa miłość Veroniki. Bardzo zły i bardzo niegrzeczny chłopiec. Zalicza laski, imprezuje, pali, pije, grywa w pokera, rozbija się po mieście i wpada w coraz to większe kłopoty. Ma jednak też bardzo czułą stronę – sceny, w których całuje swoją dziewczynę w czubek nosa bardzo mnie rozczulają. Jest też bardzo inteligentny i ma ogromne poczucie humoru – jego nagrania na poczcie głosowej i błysk w oku kupiły mnie od razu. Można bez żalu porzucić Duncana, można polubić Piza, ale Logana trzeba pokochać. Grający go Jason Dohring to mój trzeci autografowy przejaw fangirlingu. Tak, posiadam podpisane zdjęcie i tak – mam prywatny list w kopercie w jednej z szuflad. I jestem z tego dumna. Zapisy na pielgrzymki przyjmuję drogą mailową (i w komentarzach), świeczki posiadam na stanie, kadzidełek nie toleruję.

Veronica i Logan dali światowej kinematografii wiele cudnych scen. LoVe jest cudne. Scena pierwszego pocałunku ujęła mnie na całe życie – odrobinę zaskoczenia, wycofanie, a potem jak w komedii romantycznej – z tym, że potem ona pojechała do domu. Jedna z moich ukochanych scen to scena z imprezy niespodzianki u Logana – ostre postawienie sprawy – masz coś do mojej laski? To znikaj. Przestajesz dla mnie istnieć, możesz wyparować czy coś. Alleluja! Mężczyzna. Prawdziwy mężczyzna. Oczywiście też się schodzili i rozchodzili, ale to jest absolutnie bez znaczenia. Pasowali do siebie idealnie.

I co? I nagle po trzecim sezonie się skończyło. Rok 2007 to był smutny rok. W zeszłym roku fanów seriali zelektryzowała wieść, że Rob Thomas i Kristen Bell rozpoczęli kampanię na kickstarterze, by zebrać środki na film. Dołożyłam małą cegiełką i mogę rzec, że w jakimś ułamku mój ci on, film w sensie (Logan niestety nie). Mogę tu wspomnieć, że zamierzony cel, dwa miliony, osiągnięto w mniej niż dziesięć godzin. Już pierwszego dnia pobito rekord – projekt, który najszybciej osiągnął milion dolarów, a potem dwa miliony. Jest to też projekt filmowy, który odniósł największy sukces na Kickstarterze. Miał też najwięcej osób, które dołożyły cegiełkę. 91.585 osób wpłaciło łącznie 5.702.153 dolary. Całkiem niezły wynik. Można więc się spodziewać, że oczekiwania fanów były wysokie. Moje były wysokie.

Uwaga – poniżej będzie o filmie i będą liczne spoilery, a wiem, że niektórzy mają z tym problem.

Mogłabym tu zamieścić tylko ciąg „iiiiii” imitujący pełen zachwytu pisk. A ja na co dzień naprawdę nie piszczę. Przy Veronice Mars mi się zdarza. Wprowadzenie jest urocze – Veronica porzuciła pracę detektywa i została prawnikiem. Otwierają się przed nią wielkie możliwości – korpo prawnicze, masa kasy i rozwój. Tworzy też szczęśliwy związek z Pizem – tak, z miłym, grzecznym Pizem, królem ‘no drama’. Wszystko fajnie, ale nie zapominajmy, że Veronica to ‘drama magnet’. Kiedy wszystko wskakuje na miejsce, dzwoni Logan. Oczywiście oskarżono go o morderstwo. Veronica leci do Neptun oczywiście tylko na chwilę, by pomóc Loganowi wybrać prawnika. Na chwilę robi się coraz dłuższe i dłuższe. LoVe musi kwitnąć. Veronica nie odbiera telefonów od pracodawców, ignorując wielką szansę na zawodową karierę. Nie przylatuje także w terminie, by poznać rodziców Piza. Piz wtedy z nią zrywa, w czasie rozmowy telefonicznej. Powinno mi go być żal, ale wiecie co? Ani przez chwilę nie było. LoVe jest zdecydowanie moją ulubioną opcją. Veronica oczywiście rozwiązuje sprawę morderstwa, dopada zbója kijem golfowym, nie udaje jej się co prawda uratować życia koleżanki z czasów szkoły, ale za to rozwiązuje sprawę morderstwa sprzed kilku ładnych lat. Na koniec przyznaje, że jest uzależniona – uzależniona od bycia detektywem i rozwiązywania zagadek kryminalnych – i nareszcie przestała z tym walczyć. Jak głosił magnes na lodówce w jej rodzinnym domu – pewne rzeczy trzeba po prostu zaakceptować. Nie da się też ukryć, że jest uzależniona od Logana, a on od niej.

Teraz będzie lista, bo inaczej ten tekst osiągnąłby rozmiar epopei narodowej.

ZA:

  • scena na lotnisku, kiedy Veronica przylatuje do Neptun i w hali przylotów czeka na nią Logan w mundurze – tak, Logan jest teraz dzielnym żołnierzem. Nie do końca się z nią zgadzam, że powinien ubierać się wyłącznie tak, wolę go chyba jednak w cywilnym ubraniu;

  • pierwsza scena Dicka, który na widok Veroniki mówi, że zamawiał z agencji brunetkę i stwierdza, że urósł jej biust (tu warto zaznaczyć, że Kristen Bell była wtedy matką karmiącą i jej piersi są rzeczywiście ogromne),

  • Dick, który stwierdza, że – co zaskakujące – jest jedynym, który nie ma seks taśmy – zapomniałam wspomnieć wcześniej, że VM ma taką taśmę, a Logana właśnie wtedy ukazała się w sieci;

  • Logan, który całuje Veronikę w czoło, kiedy myśli, że ona wyjeżdża na zawsze – bogowie, jakie to jest rozczulające;

  • scena w barze – epizod Daxa Sheparda, męża Kristen Bell – bezcenny, jej mina – bezcenna,

  • moment, w którym Veronica mówi do Logana, że powinni jechać do domu dłuższą drogą i to jak on na nią patrzy w samochodzie,

  • absolutnie cudne użycie piosenki przewodniej na nowojorskiej ulicy,

  • bójka w czasie szkolnego spotkania po latach – jedna z moich ulubionych bójek w historii kina, Logan, który obija facetom pyski za to, że puścili seks taśmę Veroniki i koledzy, którzy się przyłączają – Weevil bez wahania, Piz, bo tak robią faceci i Wallace, który wyłącza taśmę, a potem rzuca się do walki, no i Dick, który pociąga z piersiówki i rusza do boju,

  • Logan – nawet mimo że jest taki chudy,

  • epizod dyrektora, który mówi, że bez Veroniki jest spokojnie i cicho, ale przede wszystkim strasznie nudno,

  • fatalnie tańczący Piz, Mac i Wallace,

  • scena z Leo, który myśli, że VM pracuje w FBI (takie ładne nawiązanie, bo koniec serialu przyniósł wieść, że VM pójdzie do FBI, ale nie dali pieniędzy na taki serial, buce),

  • Logan zazdrosny o Piza,

  • epizod Jamesa Franco,

  • epizod Justina Logana,
  • wypadek Keitha i Logan, który go wyciąga z samochodu w ostatniej chwili,

  • scena z ‘don’t go’, a przede wszystkim to, jak Logan zajmuje się Veroniką – wnosi ją do domu, układa w łóżku, przykrywa i zamyka rolety, żeby nie obudziło jej słońce, no i scena seksu, Logan taki chudy, ale jaką ma klatę,

  • w nawiązaniu do powyższego – to, jak ona go całuje, a on początkowo nie może uwierzyć w to, co się dzieje,

  • kotek

  • Logan całujący Veronikę w czubek nosa i mówiący, że jest delikatny,

  • ostatnia scena. Logan wyruszający z armią na 180 dni i mówiący, że co to dla nich 180 dni, ich historia jest imponująca, trwa lata, przemierza kontynenty, zawiera zniszczone życia i rozlaną krew – już raz to kiedyś powiedział, ale wtedy ona stwierdziła, że nie na tym polegają związki, a tym razem zaakceptowała, że tak już jest. No i ‘wróć do mnie” – „zawsze”. Ta scena awansowała chyba na pierwsze miejsce mojej listy ulubionych momentów z VM – przebiła nawet scenę pierwszego pocałunku,

  • wiadomość na poczcie głosowej Logana w czasie napisów końcowych.

PRZECIW – nie stwierdzono.

Jak widać, film wzbudził mój pełen zachwyt. Podobno planują sequel. Podobno nie przez Kickstartera – gdyby się jednak zdecydowali, moja kasa poleciałaby do nich bez wahania, pierwszego dnia. Mam tylko jeden wniosek do Roba Thomasa. Jeśli powstanie sequel, to czy można już nie rozdzielać Veroniki i Logana? Niech się zmierzą z problemem wspólnego mieszkania, codzienności, wychowywania dzieci i niech w tym spróbują robić swoje – niech on sobie służy w armii, a ona w czasie wolnym rozwiązuje sprawy. Ale już ich nie rozdzielajcie, proszę!

Advertisements