oscetc

Oglądam, słucham i czytam

Month: May, 2014

Dziwna przypadłość

Mam dziwną przypadłość. Nie, to nie oznacza, że tekst będzie o problemach z cerą tudzież kończynami górnymi bądź dolnymi. Mam dziwną przypadłość okołokulturową. Z reguły, kiedy czytam książkę, przywiązuję się do postaci, ale sobie nie wyobrażam, jak wygląda. Postać to postać – bardziej mi się wizualizuje charakterem i postawą niż fizycznymi cechami osobniczymi. Dziwnym nie jest, że z drżeniem serca czekam niekiedy na obsadę adaptacji czegoś, co czytałam, a przede wszystkim czegoś, co mi się podobało. Najgorsze zaś następuje wtedy, kiedy nie mam kandydata własnego do obsadzenia, a nie pasuje mi ktoś z obsady. Read the rest of this entry »

Taka modna dyscyplina sportu

Nie wiem, czy zauważyliście, ale ostatnio wszyscy zaczęli biegać. I to nie takie tam śmichy chichy, że dwadzieścia minut dziennie wokół bloku czy po ogródku. Ludzie rozpoczęli uczciwe treningi, rozwijając umiejętności. Codzienne treningi, udział w biegach na kilka(naście) kilometrów, półmaratony i maratony. Społeczeństwo się rozbiegało. Coraz więcej osób pisze książki na temat uskuteczniania biegów, podobno niezłe te książki, tak mówią. Dosyć trudno mi to zrozumieć, bo z bieganiem nigdy nie było mi specjalnie po drodze. Gry i zabawy drużynowe jak cię mogę, ale latanie w kółko albo po prostej, żeby polatać? Nigdy mnie jakoś nie bawiło. Mój ukochany sport to zdecydowanie zakopanie się do łóżka i drzemka, dłuższa bądź krótsza, przerywana książką. Read the rest of this entry »

O wrażliwości na sztukę.

W ciągu jednego weekendu doznałam zjawiska dość niespotykanego w moim rejonie świata. Zazwyczaj różne oblicza kultury docierają do mnie falami – rzucam się albo na filmy (plus seriale i książki), albo na kulturę wysoką – muzea czy teatry. Nie da się ukryć, że zdecydowanie częściej sięgam po kulturę, powiedzmy, niską, przy czym warto podkreślić, że jej za taką nie uważam.

Moja wrażliwość na sztukę nie jest szczególnie rozwinięta. Z reguły nuży mnie oglądanie choćby rzeźb – no ładne, ale żeby mnie jakoś porywało – co to, to nie. Pooglądam, połażę i po trzeciej sali mam ochotę wyłącznie na kawę, a po dziesiątej szukam drinka choćby i bez palemki. Zdecydowanie wolę operę i filharmonię. Swego czasu były to moje ukochane rozrywki – uczęszczałam często i z dużym zaangażowaniem. Ostatnio jakoś mi nie idzie i pozostaje mi słuchanie w domu i unikanie youtube’a. Tak, tak, staram się unikać tego pożeracza czasu. Człowiek sobie myśli: obejrzę może Lord of the Dance, bo to tak fajnie wygląda, a jakieś dwadzieścia filmów później z mojej (już nie takiej młodej) piersi wyrywa się nie serce, a okrzyk mało cenzuralny zawierający, między innymi, stwierdzenie: ‘jak już późno’. O moim stosunku do teatru można już było przeczytać tutaj oraz tutaj, nie będę się więc powtarzać. Read the rest of this entry »

Dylemat niemal jak z Hamleta.

Polubić czy nie polubić – oto jest pytanie. Zazwyczaj, kiedy w kinach pojawia się jakaś duża premiera, wpadam w ogólny, choć dość umiarkowany, szał w temacie aktorów. Z produkcjami Marvela nie było inaczej. Roberta Downeya Jr. kocham odkąd pamiętam, ale moja miłość ugruntowała się po pierwszym i drugim Iron Manie. Dużo radości sprawiało mi też słuchanie Paula Bettany’ego. Głos Jarvisa nagminnie przywoływał w mojej głowie wspomnienie samooperującego się Maturina z Pana i Władcy oraz – dobrze, że publikacja już po 22 – nagiego Chaucera. Obłędny rycerz do dla mnie przede wszystkim Bettany (nawet ubrany!), Rufus Sewell (ale jego trzeba podziwiać) i James Purefoy. Ledger nigdy nie zaliczał się do moich ukochanych aktorów, tak na marginesie. Wracając do Avengersów jednak – moja skłonność do dygresji powinna być karalna. Tony Stark – niezwykle wkurzający dzieciak, ale jak go nie kochać? Pomijając osobowość, kto by nie chciał mieć takiej chałupy, a przede wszystkim takiej technologii pod ręką. Marzę o komputerze, który – pod wpływem ruchu mojej dłoni – stworzy mi taką tam wizję w 3D. A tak, Robert Downey Jr – w jego Sherlocku też się kocham i w Watsonie Jude’a Law jakby też (chociaż w samym panu Law jakoś mniej, zawsze kojarzy mi się z płaczkiem z The Holiday). Wolno mi. Read the rest of this entry »