oscetc

Oglądam, słucham i czytam

Month: June, 2014

Kilka słów o normalności, bo dlaczego nie?

Dzisiaj będzie o normalności. Mam problem z definicją tego słowa, gdyż czym, u diabła, jest normalność? Pojęcie cholernie relatywne. Zawsze kojarzy mi się z nim zdanie, które wypowiada w Ani z Szumiących Topoli Rebeka Dew. Mniej więcej: Panno Shirley, jest pani stosunkowo ładna. Stosunkowo oznacza ‘w stosunku do’. W tamtym wypadku w stosunku do Rebeki Dew, ale mogę się w tym miejscu odczepić od Lucy Maud Montgomery. Chyba każdy jest stosunkowo normalny? Albo stosunkowo nienormalny. W stosunku do kogoś/czegoś raczej na pewno. Read the rest of this entry »

Advertisements

Cerber na dłuższej smyczy, czyli co się robi z bel far niente

Odnoszę wrażenie, że obecnie panuje kult pracy. Praca jest ważna, o pracę trzeba dbać, o pracy myślisz nie tylko w pracy, ale także gdzieś po drodze. Praca rządzi światem. Nie samą jednak pracą żyje człowiek, o dziwo. Wszyscy chyba wiemy, że najbardziej wyczekiwanym dniem tygodnia jest piątek, piąteczek, piątunio, najfajniejszym – sobota (już dzień nie jesteś w pracy, a masz w perspektywie jeszcze jeden dzień wolny), a najbardziej znienawidzonym – poniedziałek. A jaki jest najpiękniejszy czas w życiu człowieka pracy? Urlop.

Urlop – bez względu na to, czy trwa trzy dni, czy dwa miesiące, czeka się na niego z utęsknieniem. Urlop to bowiem czas, który spędza się przyjemnie, przy czym na przyjemnie składa się wiele rzeczy. Read the rest of this entry »

Żar z rozgrzanego jej brzucha bucha

Podróże kształcą. No i co z tego, że truizm? Zgadza się? Zgadza. Dosyć dużo podróżuję. Niestety rzadko są to wojaże urlopowe. Nie ma to większego znaczenia, bowiem nawet z podróży komunikacją miejską można wyciągnąć nauki rozliczne. Najciekawiej jest jednak w pociągach. Pociągami podróżuję namiętnie od lat tylu, że lepiej ich nie liczyć. Zdarzało mi się przejeżdżać tysiąc kilometrów co drugi weekend przez półtora roku. Przygód miałam co niemiara – zepsute lokomotywy, dzikie burze, które zrywały trakcje, a przede wszystkim współtowarzysze podróży. Przydarzyły mi się już (między innymi): Read the rest of this entry »

Of Horses and Mutants

Weekendy zazwyczaj obfitują u większości w rozrywki. Moje, wobec wrodzonego lenistwa, obfitują zazwyczaj w leżenie, czytanie książek, oglądanie seriali i robienie nic. No, kawę piję. Ten weekend był jednak inny niż zazwyczaj, gdyż – uwaga – wykazałam aktywność. I to dwa dni z rzędu, wobec czego aktualnie czuję się jak dosyć ciepłe zombie, które ma w głowie tylko jedno słowo: kawa! Read the rest of this entry »