Cerber na dłuższej smyczy, czyli co się robi z bel far niente

by oscetc

Odnoszę wrażenie, że obecnie panuje kult pracy. Praca jest ważna, o pracę trzeba dbać, o pracy myślisz nie tylko w pracy, ale także gdzieś po drodze. Praca rządzi światem. Nie samą jednak pracą żyje człowiek, o dziwo. Wszyscy chyba wiemy, że najbardziej wyczekiwanym dniem tygodnia jest piątek, piąteczek, piątunio, najfajniejszym – sobota (już dzień nie jesteś w pracy, a masz w perspektywie jeszcze jeden dzień wolny), a najbardziej znienawidzonym – poniedziałek. A jaki jest najpiękniejszy czas w życiu człowieka pracy? Urlop.

Urlop – bez względu na to, czy trwa trzy dni, czy dwa miesiące, czeka się na niego z utęsknieniem. Urlop to bowiem czas, który spędza się przyjemnie, przy czym na przyjemnie składa się wiele rzeczy.

Najprzyjemniejsze w życiu człowieka jest jedzenie. Możemy ściemniać, że nie, że są rzeczy dużo przyjemniejszej, ale tutaj nie trzeba udawać. Gęba człowiekowi częściej służy do przyjmowania pokarmów niż do ględzenia. Jeżeli spędza się dni bez pracy gdzieś na rajskiej wyspie, człowiek korzysta z egzotycznych owoców i popija drinki z palemką. Tutaj wskazane jest rozmarzenie, szczególnie na drinki z palemką. Niestety, oferta biur podróży z reguły przerasta możliwości finansowe człowieka pracy – do raju można się wybierać raz na kilka lat, a niektórzy nawet tylko raz w życiu. Nie trzeba jednak jeździć w tropiki, żeby cieszyć się jedzeniem. Truskawki prosto z krzaka, sałata, którą wyrywa się z zębów ślimakom i poziomki też dają radę, a poza tym istnieje przecież choćby hummus i kruche ciasto z truskawkami. No i nie zapominajmy o kawie – kawę w czasie urlopu o dowolnej porze mogą pić nawet ci, których pobudza intensywnie i stawia w pozycji na baczność do późnych godzin nocnych. A poza tym – czy jest coś przyjemniejszego od siedzenia, nawet w deszczu, z kimś kogo lubisz na tarasie/balkonie i testowanie nowych win? Australia i Gruzja w ścisłej czołówce!

Nie samym jedzeniem człowiek żyje, piciem też nie. Na urlopie można, a nawet należy, oddawać się ulubionym rozrywkom. Do moich ulubionych, co chyba wiadomo już powszechnie, należy czytanie. Urlop to doskonały czas na czytanie. Nikt ci nie zawraca głowy ani innych części anatomii. Nie trzeba rano wstawać, więc czytanie do późnych godzin nocnych, które co niektórzy by już nazwali wczesnymi godzinami porannymi, nie przeszkadza w egzystencji – zawsze można odespać. Aktualnie dorwałam Chmielewską. Nie, nie, nie pierwszy raz, nie jestem w stanie policzyć, który raz. Oczywiście w moim czytaniu nie ma żadnej logiki. Co tam, że cykl! Phi! Czytam to, co mi akurat wpadnie w łapy. A że nie po kolei? Eeee tam, bez znaczenia. Po urlopie (a właśnie go dzisiaj kończę) jestem dopieszczona lekturowo.

Oczywiście robiłam na urlopie znacznie więcej rzeczy. Jedzenie i czytanie, i rozmowy do rana są wysoko na mojej liście ulubionych rozrywek, ale przecież musiałam coś też oglądać. Bo tak bez oglądania? A fe! Nuuuuuuuuda. Urlop to dobry moment na nadrabianie seriali – dużo czasu, można nie spać do rana, jeśli cię ssie do ukochanej rozrywki. Wykorzystałam do cna. Przede wszystkim nadgoniłam Fargo. To bardzo dobry serial jest. Świetnie zagrany – Billy Bob Thornton jest niesamowity, jak ja lubię, kiedy on jest zły, tak po prostu zły. Lubię złych, zimnych bohaterów, bez większych rozkmin moralnych. Wszyscy agenci Hydry nie sięgają mu nie tylko do pięt, ale nawet do paznokcia małego palca u nogi. Martina Freemana kocham bardzo, mimo że jest niski i jasnowłosy, jemu daruję wszystko. Tak ślicznie ewoluuje! Tak ładnie biega! (Kolejny, który biega, nie tak wdzięcznie jak Pegg, ale ładnie). I jeszcze dołożyli jakże lubianego przeze mnie Colina Hanksa. A poza tym Fargo jest bardzo ładne, ma świetną czołówkę i znakomitą ścieżkę dźwiękową, ale przede wszystkim jest ładne – zdjęcia są ładne, widoczki są ładne, wnętrza są tylko nieco mniej ładne, ale bardzo fajnie pomyślane. No i, uwaga, tu powinny być werble, nadrobiłam Grę o tron.

Z wielkim zdziwieniem przyjęłam fakt, że kiedyś, w sensie na bieżąco, obejrzałam nie dwa odcinki pierwszego sezonu, ale cały pierwszy i kilka odcinków drugiego. Od razu zrobiło mi się lżej na śledzionie i zaczęłam oglądać. Najlepiej pamiętałam krew i cycki. Czołówka bardzo ładna. Zdjęcia i efekty? Widać, że budżet rósł z sezonu na sezon. Pani od smoków nadal niezwykle mnie wkurza, z przyjemnością przewijałam niekiedy fragmenty, żeby nie dostać szału. No smoki całkiem niezłe, ale nawet miłość do smoków nie przebiła mojej niechęci do ich ludzkiej mamuni. Sansa mnie irytuje, bo jest rozlazła, ale może jej kolejna seria dobrze zrobi na charakter. Arya robi się coraz ciekawsza, liczę na to, że się coś zadzieje, a poza tym ma szalenie interesującego znajomego, który spłacał u niej pewien dług. Nie rozumiem, co większa część znajomego, kobiecego internetu widzi w mężczyźnie, który nic nie wie. Jon Snow jeszcze na zdjęciach wygląda nieźle, ale na ekranie – pożal się losie. Też mu ostatni sezon trochę lepiej robi na całokształt, ale jakoś nie widzę tego, że zapałam do niego szalonym uczuciem. Jaimie jest ładny i ostatnio bardziej intrygujący. Dlaczego więc wytrwałam do końca i to nawet bez większego zaciskania szczęki? Powody są trzy. Pierwsze primo – Tywin. Przypominam, że Charles Dance mógłby zagrać kij od mopa i nadal trwałabym w zachwycie. Drugie primo – Tyrion. Zdecydowanie najprzystojniejszy i najbardziej męski, za Tywinem, mężczyzna na ekranie. I te jego riposty – jestem dogłębnie rozczulona. Trzecie primo – wilkory – tu chyba nie muszę nic tłumaczyć?

Urlop to fajna rzecz, jak widać powyżej, jedzenie, picie, czytanie, oglądanie. Dorzućcie do tego domowy salon spa – dwa razy – niewiele mi to pomogło na urodę, ale na pewno nie zaszkodziło, a relaks jest potężny. No i jeszcze wycieczkę do Poznania – Złego Miasta. Ślubowałam, co prawda, że moja noga tam więcej nie postanie, no ale urlop i zabawa w przewodnika zobowiązuje. Najtrudniej było się wydostać z dworca kolejowego, a potem to już z płatka. Poznań, teraz mogę powiedzieć z doświadczenia, najlepiej ogląda się z perspektywy knajp i jarmarku z kosmetykami. Ten sposób zdecydowanie polecam. A jako że jutro do pracy, idę odkreślać dni do kolejnego urlopu. Byle do sierpnia! Byle do września!

Advertisements