Moja randka z Oskarem

Miałam duży problem, żeby się zebrać do napisania tego tekstu. Czasu jakoś mało, wiecie codzienność. Myślałam, że się wyrobię gdzieś pomiędzy pracą a wszystkim, ale ta luka czasowa okazała się jakaś niewielka i znikała w tempie jednostajnie przyspieszonym. Sobota upłynęła pod znakiem koncertu Queen w Krakowie. Było osom, mogę odhaczyć jeden punkt z bucket list i po raz kolejny żałować, że nie miałam szansy zobaczenia na scenie oryginalnego składu.

Dzisiejsza noc należy zaś do małego, złotego pana. Ma na imię Oskar, znamy się od wielu lat, spędzamy razem kilka godzin życia raz do roku. Powtarzalny romans. A wiecie ile czasu zajmują mi przygotowania? Kilka wieczorów i weekendów wyjętych z życia! I co z tego, że w ogóle mu nie przeszkadza, iż kiedy się spotykamy, siedzę w dresie, a moim włosom daleko do miana fryzury! Akceptuje też każde pożywienie, zadowala go i sushi, i pizza, to ja wybieram. Wszystko brzmi pięknie, ale te randki są szalenie męczące. Trwają do, dosłownie, białego rana i zmuszają mnie do poznawania tylu filmów i aktorów. Takie randki są fajne, ale niestety mijają aż za szybko i muszę czekać kolejny rok. I tak już od podstawówki, aż boję się liczyć, ile to już lat. Najbardziej podłe jest jednak to, że to ja się starzeję, a on ciągle wygląda tak samo, ani jednej zmarszczki, ani jednego siwego włosa (no włosów to on nigdy nie miał). Czy to miłość? Chyba inaczej nie da się tego nazwać. Read the rest of this entry »

Advertisements