Refleksje o tym, że reszta jest milczeniem, czyli widziałam Hamleta w kinie

by oscetc

Jak już pisałam wielokrotnie, teatr i ja tworzymy wybuchową parę. On mnie zachęca, ja próbuję, foszę się, bo z reguły mi się nie podoba, rozchodzimy się częściej niż się schodzimy. Jestem jednak uparta, więc podjęłam kolejną próbę. Udałam się, co było do przewidzenia, na Hamleta.

Poniżej raczej garść refleksji, często zapewne absurdalnych, i tak, będzie od myślników, bo dlaczego by nie? Na pewno nie będzie to recenzja, o interpretacji nie wspominając. Refleksja ogólna: podobało mi się, ale pozostał we mnie cień niedosytu, przy czym nie potrafię nawet wskazać jego źródła. Ot, bo tak.

– podobała mi się muzyka, świetnie pasowała do scen, niektóre wybory mogły zaskakiwać, ale efekt okazał się idealny;

– podobały mi się ściany, wiadomo, że cała scenografia była super – te schody, te drzwi, ta podłoga zasypana piachem/gruzem/zapewne pianką, ale ściany to było dopiero coś!

– nie podobał mi się nadmiar choreografii – szczególnie w scenie pościgu za Hamletem i w scenie pojedynku, po cholerę ci ludzie rzucali się tak po scenie?

– podobało mi się, że był Matthew Steer, bo wiecie, może Partners in Crime nie było nadzwyczajne, ale Albert był udany, a tu proszę Albert w dziwnie niewymiarowym wdzianku ganiał po scenie;

– nie podobała mi się Ofelia, bogowie, ależ ona była irytująca! I to źle irytująca! Ofelia nie jest moją ukochaną postacią, podczas gdy Hamlet jest jednym z moich ulubionych Szekspirów, ale można było coś więcej z tej postaci wyciągnąć, a tu tak jakby nic. Jedyna udana scena to scena sugerująca zgon Ofelii, bardzo podobała mi się gra światło-cień w tej scenie;

– i tak ciągiem – realizacja podobała mi się bardzo; spektakl był świetnie sfilmowany, cienie, światło, kolory, jestem pod ogromnym wrażeniem, że można to było tak świetnie sfilmować, może przekonam się do oglądania teatru na ekranie;

– Laertes mnie specjalnie nie ruszył, ale jego płaszcz w drugim akcie mnie zachwycił!

– takoż koszulka z Bowiem!

– Gertruda wyglądała przez większą część jak Krystyna Janda i jak by tu krótko, nie podobała mi się, była koszmarnie nudna;

– Horacjo – pierwszy hipster, nie zachwycił mnie, za to jego tatuaże były osom!

– Klaudiusz był bardzo dobry i świetnie wygląda jak kapitan z czasów zimnej wojny;

– nie zachwycił mnie zabieg z kostiumami z różnych epok dla różnych postaci, same w sobie były nawet niezłe, ale jako całość koncepcyjna, o ile dobrze pojmuję koncepcję osadzenia sztuki poza czasem, do mnie nie przemawia;

– przeraziłam się na początku, kiedy wydawało mi się, że przeniesiono akcję do czasów współczesnych, mój mózg powiedział: pakuj zabawki i marsz do domu, ale oparłam się pokusie i wytrwałam – mimo że chłopaki ganiali z bronią palną, wyglądali jak gangsterzy albo naziści tudzież armia Ciemnej Strony Mocy, żeby za chwilę wpaść w dekoracje jak z Agent Carter, o dziwo nie przeszkadzało to w odbiorze;

– Bogowie, jakiż ten Szekspir jest aktualny i naprawdę, ileż go używamy na co dzień! I ten humor, scena z grabarzem była fenomenalna, cała, zachwyciłam się do cna („Czyj jest ten grób?” „Mój.”)

– i come on, powiedzcie, że kiedy kończyła się przerwa, pomyśleliście sobie: no i teraz większość postaci umrze! W tym Ofelia. Nareszcie!

Last but not least: refleksje na temat Cumberbatcha zasługują na osobną serię myślników. Zdecydowanie.

– podobał mi się, bardzo mi się podobał;

– zachwyciły mnie sceny szaleństwa – gra na bębnie, by wleźć na stół (i znowu muzyka w tej scenie!) i scena z zamkiem były jak napisane dla mnie;

– bardzo podobało mi się, że kiedy Hamlet o czymś myśli, aktor stoi na uboczu, w świetle, kiedy reszta pozostaje w mroku, me gusta!

– no powiedzcie, że ktoś jeszcze tak miał, że kiedy Hamlet komentował sztukę, widzieliście w nim i w jego komentarzach Sherlocka? Tak troszeczkę.

– czy ktoś może mi wyjaśnić, jak to jest możliwe, że on wygląda tak cholernie młodo? To jawna niesprawiedliwość losu albo efekt paktu z diabłem;

– i wiecie co? Chciałabym kiedyś zrobić mu awanturę – jego twarz niesamowicie się zmienia, kiedy wybucha gniewem (to też były dobre sceny), chciałabym zobaczyć to kiedyś z bliska.

Ps. Mam wielką nadzieję, że te sztuki powychodzą kiedyś na DVD.

Ps2. Gdyby ktoś chciał przeczytać coś bardziej sensownego niż garść refleksji o, można poczytać ciekawsze teksty Ys i Ninedin.

Advertisements