Rzecz o przypadku beznadziejnym

by oscetc

Wniosek z mojego dotychczasowego życia jest taki, że:

a) nigdy nie będę miała dość miejsca,

b) nigdy nie będę miała dość pieniędzy,

c) nigdy nie będę miała dość czasu,

d) jestem przypadkiem beznadziejnym.

Bardzo optymistyczne. Nie, nie myślę już o postanowieniach noworocznych, bo o nich nie myślę nigdy. Nie, nie znajduję się na krawędzi znaczących urodzin. Skąd więc ten wniosek? Zanabyłam rzeczy i próbowałam upchnąć je na półkach. Nie było łatwo i generalnie wypada przyznać się do porażki. Mam przy łóżku stos książek, a nawet dwa, a jeszcze jeden zalega na biurku. I nie mam pojęcia, gdzie je upchnąć i co z nimi zrobić. Przeczytać, to wiadomo, ale co potem? Rozważam zamówienie wizyty miłego pana, który za niewielkie pieniądze (tylko jeszcze nie wiem, czy jego, czy moje) uwolni mnie choćby od części przeczytanych rzeczy.

Ale, ale, o dziwo ten wpis nie jest o tym, że nie mam dość miejsca. Co do pieniędzy, to chyba raczej jasne, czemu ich nie mam – w końcu pojawia się tyle książek i tyle filmów do kupienia. No bo jak tu nie zamówić Doktora Strange’a? Co z tego, że nie ma jeszcze premiery, ale przecież tak ładnie kusi. A poza tym, przecież sobie obiecałam, że nie kupię nowych książek, zanim nie przeczytam tego co mam, z wyjątkiem (tu wstaw coś co mnie zainteresowało). Przypadek beznadziejny (zwany dalej dla wygody „Pb”, bo ile można pisać: „ja”, „ja” oraz „ja”).

Typowy Pb nie może ominąć żadnej księgarni, bo przecież idzie tylko dotknąć książki i zobaczyć, co tam, a przecież niekoniecznie coś kupić (jasne, Pb, jasne). Pb nie chce wchodzić do sieciówki niegdyś wyłącznie książkowo-filmowej, a teraz zapchanej wszystkim, od poduszek po diabli wiedzą co, ale przecież potrzebuje kartek/zeszytu/czegokolwiek, a że przy okazji nabędzie Makbeta z Fassbenderem za 9,99 zł, to nie wina Pb, no jak można było nie? Albo jak można było nie zakupić podczas pobytu za małą wodą pierwszej i drugiej części The Expendables na BR za niecałe pięć funtów, cieszyć się tym jak dziecko przez ponad miesiąc, po czym odkryć, że posiada się wydanie dvd na półce od dłuższego czasu, nierozpakowane. Po prostu Pb.

Pb ma przy łóżku i na biurku tak zwany „stos bieżący” (zwany dalej dla wygody „stosem”, bo „sb” wydaje się Pb nieco niestosowne). Stos tegoż Pb zawiera, między innymi, Crown, Orb & Spectre, The True Stories of English Coronations (David Hilliam), cóż Pb nie może oprzeć się książce o brytyjskiej monarchii, książki Brysona, sztuk cztery; 1913 Rok przed burzą (Florian Illies), bo Pb lubią książki o tym, co było tuż przed ważnymi wydarzeniami historycznymi, Dry Store Room No. 1 (Richard Fortey), bo jak można oprzeć się książce o tym, co skrywa się za murami Natural History Museum w Londynie, no jak? Tajemnica Hieroglifów (Daniel Meyerson), bo wiadomo, że archeologię lubimy najbardziej, Szóste wymieranie (Elizabeth Kolbert), bo jak już czytać o strasznych rzeczach, to lepiej o tym, co faktycznie może się wydarzyć, Pięć królestw, tom III (Brandon Mull), bo skoro poprzednie dwa fajne, a im dalej, tym fajniej, to nie można sobie odpuścić, Przewodnik Pani Bradshaw (Terry Pratchett), bo to Pratchett, a jego książkami zawsze trzeba się cieszyć, Doctor Who Twelve Doctors of Christmas, bo jest śliczna i świąteczna, Atlas Wysp Odległych (Judith Shalansky), bo to jedna z najładniejszych książek, jakie wydano i to o miejscach, do których zapewne większość Pb nie dotrze, Sekretne życie drzew (Peter Wohlleben), bo to książka, na którą Pb czekał od dawna, mimo że, a może właśnie dlatego że, drzewa lubi oglądać raczej na obrazkach niż w naturze, Mrs Beeton’s Book of Household Management, bo to książka o tym, jak kawał czasu temu radzono sobie z przypadłościami, które dotykają każde domostwo, plus ma przepisy, plus masę ciekawostek; Kroniki rozdartego świata (Aleksandra Janusz), bo Pb bardzo lubi poprzednią książkę Oli i nie mógł się doczekać jej kolejnej książki, a że nie kocha cliffhanegerów, to poczekał, aż wyjdzie drugi tom, o; Zamknięta trumna (Sophie Hannah), bo chociaż nie podobała się Pb poprzednia część, to jednak to zawsze kolejna książka o Poirocie, Mallowan’s Memoirs (Max Mallowan), bo to książka o archeologii i o Mallowanie, i nie można się jej oprzeć.

Stos jest dużo większy, ale macie mniej więcej pogląd, ile tego się nazbierało. E-booków nie liczę, bo jest ich tyle, że aż boli, a czasu ciągle brak. Już dawno pogodziłam się z tym, że jestem Pb. Ale wiecie, Pb to tak naprawdę mają fajnie. Cieszą się z każdej, KAŻDEJ, nowej książki na półce, obejrzanej w księgarni, wrzuconej na listę życzeń w internatach. Kiedy oglądają osom film w kinie, już cieszą się na myśl, że za kilka miesięcy niecierpliwie odwiną go z folii, obejrzą, a potem odstawią na półkę, a po jakimś czasie obejrzą ponownie, a potem jeszcze raz. Miałam tak choćby na Strażnikach Galaktyki, których ostatnio odświeżyłam sobie dla czystego funu. I znów mi się podobało. Miałam tak przy Suicide Squad – już podczas seansu nie mogłam się doczekać, aż kupię film w wersji niepociętej! Premiera już za niecały miesiąc. Teraz czekam na Cumberbatcha w pelerynie, w sensie w wersji do domu, bo w kinie już byłam. Peleryna rządzi. Pb mają też fajnie, bo mają fajnych przyjaciół i znajomych. Nocne Polaków rozmowy Pb z najlepszą przyjaciółką często polegają, obok wymiany poglądów na tematy społeczne, historię itp., na rzucaniu nazwiskami aktorów i piłkarzy oraz oglądaniu zdjęć. Ich zdjęć, a potem na wymienianiu dalszych uwag.

Jestem Pb i fajnie mi z tym (tylko mój portfel nieco łka, ale cichutko).

Advertisements