Nie tylko Spock.

by oscetc

Są na tym świecie rzeczy pewne. Benjamin Frankin powie, że śmierć i podatki. Hamlet, że reszta jest milczeniem, a Galileusz, że jednak się kręci. Trudno się z nimi nie zgodzić. Ja jestem pewna wielu rzeczy, bo jestem przemądrzała od wczesnego dzieciństwa i z wiekiem mi jakby nie przechodzi. Aktualnie zaś jestem pewna przede wszystkim dwóch rzeczy. Kosmos jest niezwykle fascynujący, to raz. Nigdy nie polecę w kosmos, to dwa.

Łatwiej zacząć od punktu numer dwa. Nie polecę w kosmos, bo mam chorobę wysokościową i już w Zakopanem, o samolocie nie wspominając, czuję się fatalnie, więc wyobrażam sobie, co by się stało, gdyby mnie wyrzucono z ogromną prędkością w górę. No way. Za nic. Po drugie, najbardziej na świecie boję się śmierci przez uduszenie, a kosmos (i nurkowanie) dają jakby to powiedzieć sporą możliwość zejścia z tego łez padołu w ten sposób. No way do kwadratu. Po trzecie, jak mówi A., i ja się z nią zgadzam na milion procent, oglądałam Grawitację, Apollo 13, Pasażerów i Marsjanina. Za nic. No way do potęgi n. Popełniłam kiedyś wpis o astronautach, można sobie poczytać tutaj, tam są powody kolejne, że za nic.

Kosmos jednak fascynuje mnie wielce. Masa gwiazd na niebie, rozliczne planety, przy czym chciałabym w tym miejscu oficjalnie oświadczyć, że dla mnie Pluton był, jest i będzie planetą. Kropka. Rzekłam. Tyle w temacie. Kopernik sobie patrzył w gwiazdy i stwierdził, że Ziemia nie jest centrum wszechświata. Heweliusz obserwował Księżyc i odkrywał nowe konstelacje. Potem odkrywaliśmy, my w sensie ludzkość, gwiazdy, asteroidy, a ostatnio nawet siedem planet krążącym w układzie odległym o 40 lat świetlnych, które mają rozmiary podobne do Ziemi i mogą tam panować ziemskie temperatury i istnieć woda w stanie ciekłym. C’mon guys, możliwe, że nie jesteśmy sami. Głupio by zresztą było gdyby taka Ziemia była jedyna, a że tutaj, mimo że polecieliśmy w kosmos, poskakaliśmy po powierzchni Księżyca, nadal niewiele się zmieniło przez setki lat, pozostaje patrzeć w gwiazdy.

Patrzeć w gwiazdy, łatwo powiedzieć. Pomijam to, że w większych miastach gwiazdy widać zaledwie czasami, to prawda jest taka, że widzimy zaledwie odrobinę, a o poważniejszej eksploracji możemy tylko pomarzyć. I tutaj z pomocą ruszają filmy i seriale. Bo wiecie, jeśli już lecieć w kosmos, mając w poważaniu choroby lokomocyjne, wysokościowe, strach i wszystko inne, to tylko z którąkolwiek ekipą ze Star Treka. Pokładam pełne zaufanie w Komandorze Data. Ale o nim będzie zapewne jeszcze okazja pogadać. Jak już wiadomo, po serii wpisów (tutaj, tutaj i tutaj), TOS jest mi bliskie (Nowe filmy oczywiście też, o czym tutaj). Uczucie nie narodziło się od razu. Ominęła mnie szczenięca miłość do Kirka i Spocka, ale kiedy, kilka lat temu, w wieku już dość dojrzałym, zrobiłam podejście do TOS, obejrzałam naraz całość, a potem, dla pewności, jeszcze dwa razy. O TOS już było i w tej chwili nie będę do tego wracać. Na razie bowiem, od mniej więcej półtora tygodnia, podróżuję po kosmosie z ekipą USS Voyager. Wiem, że kiedyś zetknęłam się z Kapitan Janeway i jej załogą, ale pamiętam niewiele. Odświeżyłam sobie odcinek pierwszy i tak jakoś poszło, że aktualnie oglądam piąty sezon i nie mogę się oderwać. Kosmici, zagłada, wielkie bitwy, awarie statku, przeżywam wszystko razem z załogą, od pierwszego odcinka razem smęcimy się po Kwadrancie Delta, mniej więcej 70000 lat świetlnych od Ziemi. Razem próbujemy wrócić do domu.

Mam swoich ulubieńców, rzecz jasna. Moim absolutnym faworytem jest Doktor, to jak rozwija się jego osobowość, kiedy przestaje być tylko hologramem, a staje się pełnoprawnym członkiem załogi, ze wszystkimi wątpliwościami, problemami, uczuciami i emocjami. Doktor rządzi i jego poczucie humoru takoż. Kocham się, jak w każdym Star Treku, w replikatorach jedzenia i wyposażeniu medycznym, życie z nimi u boku byłoby dużo prostsze.

Bardzo kocham się, mimo że naprawdę nie lubię blondynów, w Tomie Parisie, bo jest chyba najbardziej ludzki. Popełnia błędy, jest jak rycerz, który zbłądził, a teraz, nieco okrężną drogą, zdobywając po drodze zamek i dziewczynę oraz pokonując smoki, wraca do domu tatusia, by pokazać, jak się zmienił. Bawi się w Kapitana Protona i organizuje imprezy w knajpie odwzorowanej w pełni ze wspomnień, i ja go w pełni popieram. Pomyślcie, gdybyście mogli spełnić szczenięce marzenia i pobawić się w ratowanie świata bez konsekwencji, w czerni i bieli, nie spróbowalibyście? Ja na pewno, mimo wrodzonej niechęci do jakiejkolwiek aktywności fizycznej poza kanapingiem. No i Tom Paris kocha się absolutnie w XX wieku. Jak się nim nie zauroczyć, no jak? Nie da się. Rzekłam.

Nie wszystkie odcinki są równie fajne, nie wszystkie mnie zachwycają, ale część kupiła mnie całkowicie. Na ten przykład symulacja okupowanej przez Nazistów Francji i Ruch Oporu ekipy USS Voyager. Kocham wielce. Ssie mnie do kolejnych odcinków, pal sześć sen i sprzątanie, serial jest ważniejszy. Gdybyście więc stwierdzili, że ten świat, praca, obowiązki, życie w ogólności i w szczególności was męczy, a jedyną szansą jest podróż w gwiazdy, okopcie się w przekąski i kocyk, i ruszajcie poznawać nowe miejsca, nowe planety i nowe rasy na pokładzie Voyagera. Ahoj przygodo! Beam me up, Scotty i ruszamy!

PS.1. Poniżej będą cytaty na zachętę, dla niektórych pewnie będą spoilerami, więc ostrzegam uczciwie, żeby nie było. O. Dla tych, którzy, w przeciwieństwie do mnie, lubią niespodzianki, można pominąć wszystko, co kursywą.

Początek cytatów:

“B’Elanna Torres: I guess we lost.
Tom Paris: That depends.
B’Elanna Torres: On what?
Tom Paris: On how you answer my question.
B’Elanna Torres: I thought you only asked it because we were about to explode.
Tom Paris: Well, we’re still alive, and I’m still asking.
B’Elanna Torres: How come you never asked me before?
Tom Paris: How come you’re still avoiding the question?
B’Elanna Torres: I’m thinking.
Tom Paris: Think faster.
B’Elanna Torres: Why, you’re gonna withdraw the question?
Tom Paris: No, but I might start to beg. Could get embarrassing.”

“Tom Paris: What am I supposed to do?
Harry Kim: Maybe you should tell her you understand.
Tom Paris: What good would that do?
Harry Kim: It might make her less defensive; and then maybe it would be easier for her to see your point of view.
Tom Paris: Yeah… What if she can’t?
Harry Kim: Like I said, my couch is your couch.”

“B’Elanna Torres: That was nice.
Tom Paris: And there’s the ‘You’re the most important person in the world to me’…
B’Elanna Torres: I like that one, too.
Tom Paris: And there’s the ‘happily ever after’…
B’Elanna Torres: How does that one work?
Tom Paris: Well, traditionally, it requires a proposal…”

“Tom Paris: So, what’s your answer?
B’Elanna Torres: My answer?
Tom Paris: Will you marry me?
Computer: Warp core breach in 15 seconds.
B’Elanna Torres: You’re proposing *now*?
Tom Paris: It’s as good a time as any.”

Koniec cytatów

PS.2. Skutkiem ubocznym oglądania Star Trek Voyager i wszystkiego, co powyżej, jest to, że przymierzam się do lektury Kosmosu Carla Sagana oraz Czarnych dziur Stephena Hawkinga. Better safe than sorry.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Advertisements