oscetc

Oglądam, słucham i czytam

Wakacje na Enterprise – letnie wyzwanie startrekowe

Jestem jednostką skomplikowaną. Nie znoszę agroturystyki, odpoczywam w mieście, a z wypoczynku na łonie natury wracam, mówiąc delikatnie, poirytowana. Natomiast najchętniej oglądanym przeze mnie programem jest ten o szukaniu domów na brytyjskiej wsi. Cóż, bywa i tak. Nie znoszę tłumów, już kiedyś wspominałam o tym, że jeśli kiedyś w sklepie traficie na jednostkę mamroczącą pod nosem, warczącą i wyraźnie nie w sosie, to mogę być ja. Jestem jednak towarzyska. Z dużą przyjemnością biorę udział w wyzwaniach blogowych. Niedawno pojawiło się to zapoczątkowane przez Ys jednym niewinnym zdaniem na fejsiku. Jak mogłam się oprzeć? Read the rest of this entry »

Piłka jest okrągła, czyli o łydkach Krychowiaka.

Wczoraj ponoć świat się zatrzymał, Wyspiarze wybrali zmianę porządku w Europie, a Jakub I Stuart zaczął wiercić się w Katedrze Westminsterskiej – Szkocja po raz kolejny chce stać się samodzielna, a obie Irlandie może wreszcie się połączą. Świat się zatrzymał, ale myśli Wyspiarzy i reszty Europy w sporej części zaprząta kwestia, że piłka jest okrągła, a bramki są dwie – w końcu mamy Euro 2016. Read the rest of this entry »

O pojemności serca, czyli tekst o niczym.

Podobno ludzie nie tylko rosną, ale też dorastają. Rosnąć, owszem rosnę, ostatnio okazało się, że mierzę centymetr więcej niż kiedy ostatnio sprawdzałam, ale dorastanie nadal mi się nie przydarzyło. Dzięki Zeusowi, większość moich znajomych cierpi na podobną przypadłość, więc czuję się ze sobą jeszcze lepiej niż zazwyczaj. Dzisiaj będzie jednak nie o dorastaniu tudzież dojrzewaniu w sensie ogólnym, ale, uwaga!, o zakochiwaniu się. Read the rest of this entry »

18 randka z Oskarem.

Być może część z was pamięta, że co roku przydarza mi się magiczna randka. Oskar to złoty chłopak – nieco wymagający, ale wiele można mu wybaczyć. W tym roku wyjątkowo nie miałam ochoty na spotkanie. Nie dlatego, że po osiemnastu latach mi się znudził, skąd, jest ponadczasowy. Dopadło mnie jednak przeziębienie i miałam szaloną ochotę przespać życie. Zmobilizowałam się jednak, skoro ukochany już wypucowany, zwarty i gotowy, zaprosił chłopców w smokingach i dziewczyny w wyczesanych kieckach. Ogarnęłam się zatem i ja. Już za chwileczkę, już za momencik, w sensie za kilka godzin, ale wobec roku oczekiwania, nawet doba wydaje się mgnieniem oka.

W tym roku mam mieszane uczucia względem programu randki, które spowodowane są nieco specyficznym doborem gości i potraw przy randkowym stole. Read the rest of this entry »

12 Events of 2015, czyli O matko, znowu lista.

Można sobie zaśpiewać na melodię 12 Days of Christmas, jeśli ktoś lubi (ja lubię, ale nie potrafię), a niejako przy okazji przypominam, że odcinek finałowy drugiego sezonu panny Fisher jest pięknie oparty na tejże piosence. Można nadrabiać. To wpis podsumowujący mój rok wydarzeń kulturowo-internetowych, zwany również: „O matko, znowu lista”. Dłuższy, i mam nadzieję, bardziej sensowny wpis będzie wkrótce, bo się pisze. Read the rest of this entry »

Refleksje o tym, że reszta jest milczeniem, czyli widziałam Hamleta w kinie

Jak już pisałam wielokrotnie, teatr i ja tworzymy wybuchową parę. On mnie zachęca, ja próbuję, foszę się, bo z reguły mi się nie podoba, rozchodzimy się częściej niż się schodzimy. Jestem jednak uparta, więc podjęłam kolejną próbę. Udałam się, co było do przewidzenia, na Hamleta.

Poniżej raczej garść refleksji, często zapewne absurdalnych, i tak, będzie od myślników, bo dlaczego by nie? Na pewno nie będzie to recenzja, o interpretacji nie wspominając. Refleksja ogólna: podobało mi się, ale pozostał we mnie cień niedosytu, przy czym nie potrafię nawet wskazać jego źródła. Ot, bo tak. Read the rest of this entry »

Kwestionariusz, bo tak.

Tak mnie jakoś naszło jesienną porą, żeby wypełnić toto. Do Prousta mi daleko, ale to moje małe prywatne miejsce w internetach, więc co mi tam. Read the rest of this entry »

Moja randka z Oskarem

Miałam duży problem, żeby się zebrać do napisania tego tekstu. Czasu jakoś mało, wiecie codzienność. Myślałam, że się wyrobię gdzieś pomiędzy pracą a wszystkim, ale ta luka czasowa okazała się jakaś niewielka i znikała w tempie jednostajnie przyspieszonym. Sobota upłynęła pod znakiem koncertu Queen w Krakowie. Było osom, mogę odhaczyć jeden punkt z bucket list i po raz kolejny żałować, że nie miałam szansy zobaczenia na scenie oryginalnego składu.

Dzisiejsza noc należy zaś do małego, złotego pana. Ma na imię Oskar, znamy się od wielu lat, spędzamy razem kilka godzin życia raz do roku. Powtarzalny romans. A wiecie ile czasu zajmują mi przygotowania? Kilka wieczorów i weekendów wyjętych z życia! I co z tego, że w ogóle mu nie przeszkadza, iż kiedy się spotykamy, siedzę w dresie, a moim włosom daleko do miana fryzury! Akceptuje też każde pożywienie, zadowala go i sushi, i pizza, to ja wybieram. Wszystko brzmi pięknie, ale te randki są szalenie męczące. Trwają do, dosłownie, białego rana i zmuszają mnie do poznawania tylu filmów i aktorów. Takie randki są fajne, ale niestety mijają aż za szybko i muszę czekać kolejny rok. I tak już od podstawówki, aż boję się liczyć, ile to już lat. Najbardziej podłe jest jednak to, że to ja się starzeję, a on ciągle wygląda tak samo, ani jednej zmarszczki, ani jednego siwego włosa (no włosów to on nigdy nie miał). Czy to miłość? Chyba inaczej nie da się tego nazwać. Read the rest of this entry »

Podsumowania, czyli o dziwo nie tylko o Hobbicie.

Koniec roku i początek roku to czas wszelkich podsumowań, magicznych postanowień, których z reguły nie dotrzymujemy tudzież łkania nad tym, czego nam się nie udało dokonać w roku minionym. Nie jestem dobra w postanowieniach noworocznych. Kiedyś próbowałam, ale jakiś czas temu zrezygnowałam, wobec niepowodzeń – poddawałam się zazwyczaj w okolicy 15 stycznia, a w przypadkach wyjątkowych w marcu, chyba że chodzi o dotrzymanie obietnicy dotrwania do wiosny i picia kawy, w tym jestem masterem. Łkanie nie leży w mojej naturze, więc taka zabawa w okolicy przełomu roku też odpada. Zostają podsumowania, a listy wszelakie to coś co tygryski, w tym ja, lubią najbardziej. Read the rest of this entry »

Filmowa Bucket List, czyli co by tu obejrzeć.

Zwierz ostatnio zaproponowała, żeby blogerzy, których łączy pewna liczba znajomych pod niebieskim logo i, mówiąc mniej cynicznie, sympatia do kultury, stworzyli listę filmów, które można polecić osobie, której kino jest bardziej lub mniej obce. W wyzwaniu nie chodzi o to, żeby pokazać produkcje najważniejsze, kultowe czy pojawiające się na milionie list ‘must see’. Pozostawia to szerokie pole do popisu dla blogera. Ku pokrzepieniu serc i ku, less likely, rozwojowi umysłu, poniżej lista dziesięciu filmów (plus bonusowo 10b, bo nie mogłam się oprzeć), które poleciłabym zjadaczom tv tudzież tym, co bez sygnału chcą obejrzeć coś, co ktoś, w sensie ja, uznał za fajne. Bo nie ukrywajmy, w oglądaniu filmów nie chodzi tylko o to, żeby oglądać te, które ktoś uznał za najlepsze, ale żeby oglądać takie, które dadzą każdemu trochę rozrywki. Read the rest of this entry »