oscetc

Oglądam, słucham i czytam

Tag: Marvel

OSC Telegram #2

Człowiek jednak łatwo przywyka do tego, co miłe, lekkie i przyjemne. Jakoś brakuje mi weny, czasu i zapewne jeszcze czegoś na regularny, przydługi i, tradycyjnie, pełen absurdalnych dygresji wpis, a taki telegram to pyk, pyk i gotowe. A jak przyjemnie się toto układa w głowie! Kilka minut, kilka zdań, siadam i piszę, i jest. Nie muszę się zastanawiać, czy nie za długie, czy nie za dygresyjne albo jakiekolwiek inne. Zostawiam was z odsłoną drugą OSC Telegram, a w niej #Spider-Man: Homecoming, #Jupiter Ascending i #Baby Driver. Read the rest of this entry »

O wrażliwości na sztukę.

W ciągu jednego weekendu doznałam zjawiska dość niespotykanego w moim rejonie świata. Zazwyczaj różne oblicza kultury docierają do mnie falami – rzucam się albo na filmy (plus seriale i książki), albo na kulturę wysoką – muzea czy teatry. Nie da się ukryć, że zdecydowanie częściej sięgam po kulturę, powiedzmy, niską, przy czym warto podkreślić, że jej za taką nie uważam.

Moja wrażliwość na sztukę nie jest szczególnie rozwinięta. Z reguły nuży mnie oglądanie choćby rzeźb – no ładne, ale żeby mnie jakoś porywało – co to, to nie. Pooglądam, połażę i po trzeciej sali mam ochotę wyłącznie na kawę, a po dziesiątej szukam drinka choćby i bez palemki. Zdecydowanie wolę operę i filharmonię. Swego czasu były to moje ukochane rozrywki – uczęszczałam często i z dużym zaangażowaniem. Ostatnio jakoś mi nie idzie i pozostaje mi słuchanie w domu i unikanie youtube’a. Tak, tak, staram się unikać tego pożeracza czasu. Człowiek sobie myśli: obejrzę może Lord of the Dance, bo to tak fajnie wygląda, a jakieś dwadzieścia filmów później z mojej (już nie takiej młodej) piersi wyrywa się nie serce, a okrzyk mało cenzuralny zawierający, między innymi, stwierdzenie: ‘jak już późno’. O moim stosunku do teatru można już było przeczytać tutaj oraz tutaj, nie będę się więc powtarzać. Read the rest of this entry »

Dylemat niemal jak z Hamleta.

Polubić czy nie polubić – oto jest pytanie. Zazwyczaj, kiedy w kinach pojawia się jakaś duża premiera, wpadam w ogólny, choć dość umiarkowany, szał w temacie aktorów. Z produkcjami Marvela nie było inaczej. Roberta Downeya Jr. kocham odkąd pamiętam, ale moja miłość ugruntowała się po pierwszym i drugim Iron Manie. Dużo radości sprawiało mi też słuchanie Paula Bettany’ego. Głos Jarvisa nagminnie przywoływał w mojej głowie wspomnienie samooperującego się Maturina z Pana i Władcy oraz – dobrze, że publikacja już po 22 – nagiego Chaucera. Obłędny rycerz do dla mnie przede wszystkim Bettany (nawet ubrany!), Rufus Sewell (ale jego trzeba podziwiać) i James Purefoy. Ledger nigdy nie zaliczał się do moich ukochanych aktorów, tak na marginesie. Wracając do Avengersów jednak – moja skłonność do dygresji powinna być karalna. Tony Stark – niezwykle wkurzający dzieciak, ale jak go nie kochać? Pomijając osobowość, kto by nie chciał mieć takiej chałupy, a przede wszystkim takiej technologii pod ręką. Marzę o komputerze, który – pod wpływem ruchu mojej dłoni – stworzy mi taką tam wizję w 3D. A tak, Robert Downey Jr – w jego Sherlocku też się kocham i w Watsonie Jude’a Law jakby też (chociaż w samym panu Law jakoś mniej, zawsze kojarzy mi się z płaczkiem z The Holiday). Wolno mi. Read the rest of this entry »